wtorek, 4 czerwca 2019

O możliwości zmiany konstytucji słów kilka

Dziś 4 czerwca, równo 30 lat temu odbyły się pierwsze wolne wybory do Senatu oraz częściowo wolne wybory do Sejmu. Akurat tak się złożyło, że dzisiaj w Internecie ujrzałem wpis na Facebooku autorstwa prof. Jerzego Zajadły, w którym odnosił się do tekstu opublikowanego na portalu Konstytucyjny.pl pióra prof. Mikulego.

Nie ma co się czarować - polska ustawa zasadnicza ani nie została uchwalona w zbyt dobrym momencie (tzw. moment konstytucyjny był właśnie w roku 1989), ani nie zadowala znacznej części polskiego społeczeństwa, co wynika z przegranych, na własne życzenie, wyborów przez prawicę w 1993 roku oraz samych konstytucjonalistów, którzy doskonale zdają sobie sprawę z jej licznych ułomności i paradoksów. Myślę też, że postulat reformy konstytucji wielu osobom wydawałby się słuszny, a gdyby kto inny dziś rządził Polską postulat reformy ustawy zasadniczej z okazji 30 lat demokratycznej Polski zostałby przyjęty z radością i entuzjazmem.

No, ale oczywiście, nie w sytuacji, w której rządzi Polską PiS.

Polscy przedstawiciele nauk prawnych, o poglądach liberalnych, niestety, ale dokonują bardzo brzydkiej rzeczy - od 2015 roku tworzą najróżniejsze konstrukty myślowe mające na celu udowodnić nie tylko niekonstytucyjność rozwiązań, które im się nie podobają, ale nawet uzasadnić bezprawne działanie działaczy liberalnej opozycji. Przez całe lata studiów na WPiA UJ wbijano mi do głowy pogląd szkoły krakowskiej prawa karnego, związany przede wszystkim z analizami prof. Andrzeja Zolla, iż nie ma czegoś takiego jak kontratyp pozaustawowy. Jeśli czyta to w tym momencie osoba niezwiązana z naukami prawnymi to spróbuję w najprostszy sposób wyjaśnić, że kontratyp to okoliczność wyłączająca bezprawność czynu zabronionego. Przykładowo - kiedy osoba napadnięta zabija napastnika to, co prawda, dokonała zachowania opisanego w art. 148 par. 1 k.k. (zabójstwo) ale działała w stanie kontratypu znanego jako obrona konieczna (art. 25 par. 1 k.k.). I tak, zdaniem większości doktryny, w tym szkoły krakowskiej, kontratypy mogą być uregulowane wyłącznie na gruncie ustawy, nie ma zaś kontratypów pozaustawowych, wynikających np. ze zwyczaju. Tymczasem kiedy doszło do słynnej blokady Sejmu w 2016 roku, to przedstawiciele szkoły krakowskiej zaczęli, na złość PiS-owi odwoływać się do... kontratypu pozaustawowego. I tak oto całe lata głoszonego poglądu przehandlowano na rzecz jednej akcji o charakterze politycznym.

I tak oto aktualnie okazuje się, że rzekomo Konstytucji RP nie można swobodnie zmieniać, a jedynie w sposób zgodny z Konstytucją.

Dlaczego jest to nieprawdą?

1. Brak niezmienialnych norm konstytucyjnych - w niektórych ustawach zasadniczych zawarte zostają normy prawne o charakterze niezmienialnym. Takowe regulacje istnieją w niektórych systemach prawnych, przykładowo w ustawie zasadniczej RFN (art. 79 ust. 3), Konstytucji Republiki Francuskiej (art. 89) czy konstytucji japońskiej. Znamiennym przy tym jest fakt, że konstytucyjny zakaz posiadania armii przez Japonię od dłuższego czasu jest przedmiotem licznych starań tamtejszych polityków, by udało się go jednak znieść, co najlepiej wskazuje na trwałość takich regulacji.
Przede wszystkim jednak należy zwrócić uwagę na podstawowy fakt - otóż art. 235 polskiej Konstytucji, regulując możliwość zmiany Konstytucji, nie wskazuje na to, by którykolwiek z przepisów ustawy zasadniczej nie mógł zostać zmieniony. Brak jest nawet uregulowanej przepisami prawa pozytywnego hierarchii norm konstytucyjnych. Interpretacja o braku możliwości dowolnej zmiany Konstytucji jest więc, paradoksalnie, wykładnią przeciw Konstytucji, a dokładnie przeciwko brzmieniu art. 235 Konstytucji, a także przeciwko konstytucyjnej zasadzie suwerenności Narodu, który poprzez swoich przedstawicieli może doprowadzić do zmian o charakterze ustrojowym.

2. Domniemanie konstytucyjności ustawy i rola TK a zmiana Konstytucji - jest, mam nadzieję, rzeczą oczywistą dla każdego (mimo usilnych starań niektórych przedstawicieli doktryny, którzy nagle od 2015 roku podważają tę oczywistą tezę), że każdej ustawie przysługuje domniemanie konstytucyjności. Tylko Trybunał Konstytucyjny jest uprawniony do tego, by stwierdzić niekonstytucyjność danego przepisu prawa, co szczegółowo reguluje Konstytucja RP oraz ustawa z dnia 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Trybunał Konstytucyjny nie jest uprawniony do tego, żeby badać przepisy ustawy zmieniające Konstytucję. Zauważmy nie tylko, że nie otrzymał on takiej funkcji od ustrojodawcy, ale dodatkowo, że procedura zmiany Konstytucji nie daje Prezydentowi możliwości skierowania ustawy o zmianie Konstytucji do Trybunału Konstytucyjnego celem kontroli prewencyjnej.

3. Arbitralność kryteriów o niekonstytucyjności zmiany Konstytucji - należy zauważyć wreszcie, że z racji na taki a nie inny charakter regulacji konstytucyjnych kryteria, które zdaniem prof. Zajadły i Mikulego mogłyby decydować o niekonstytucyjności zmiany Konstytucji, są kryteriami wynikającymi z ich prywatnych przekonań politycznych. Dokładnie używając tej samej argumentacji stwierdzić można, że nie można w Polsce zmienić brzmienia przepisów np. art. 18 Konstytucji (wprost wprowadzającego zakaz związków partnerskich w Polsce) gdyż w swojej preambule Konstytucja mówi o konieczności poszanowania chrześcijańskiego dziedzictwa naszego narodu.
Takie a nie inne myślenie o Konstytucji jest zaś wynikiem przyjęcia się na polskim gruncie poglądu  niemiecko-żydowskiego konstytucjonalisty Karla Loewensteina, według którego jedyną "prawdziwą" konstytucją jest taki akt prawny, który ma charakter liberalno-demokratyczny, co jest jednak oczywistą nieprawdą.

piątek, 26 kwietnia 2019

Krótkie myśli o europejskim liberalizmie

Najnowszy spot zachęcający do udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego ukazuje nie chorobę, ale bolesną agonię unijnego systemu oraz upadek mitu, którym 15 lat temu faszerowano młodych Polaków.

Nie lubię się specjalnie wymądrzać, bo kogóż interesuje zdanie takiego zacofanego, zaściankowego (co prawda mieszkającego w centrum Warszawy, ale mentalnie, w opinii wielu, zapewne żyjącego na jakimś smutnym blokowisku Polski Ż albo w popegeerowskiej wsi), nietolerancyjnego i w ogóle niezbyt fajnego człowieczka, ale muszę się do czegoś przyznać Czytelnikowi - otóż szalenie lubię, gdy teorie, które wygłaszam i są przez otaczające mnie środowisko traktowane jako rodzaj wariactwa zmieszanego z ekstremizmem i niedopasowaniem do współczesnych nam czasów, nagle się sprawdzają. Tak się składa, że dzieje się tak bardzo często - ja wiem, że to trochę megalomańskie wyznanie, ale nic na to nie poradzę, tak właśnie jest. Niestety, mało kto mnie potem chwali i dostrzega moje niemal profetyczne (a raczej - wynikające z umiejętności myślenia, analizy, wyciągania wniosków, a także faktu, że liberalizm, marksizm i postmodernizm nie zaślepiły mnie i nie paraliżują pracy mózgu), najwyżej przy rodzinnym obiadku mogę rzucić typowym - "a nie mówiłem?". Jak bowiem pisał tradycjonalistyczny mistrz, z lubością określający siebie mianem "reakcjonisty", Nicolas Gomez Davila, "nikogo nie obchodzi co mówi reakcjonista - ani wtedy gdy to mówi, bo wówczas wydaje się to absurdalne, ani po latach, po wówczas wydaje się to oczywiste".
No ale cóż się takiego stało? Otóż moi drodzy - Unia Europejska (albo ktoś na jej zlecenie, to bez znaczenia) postanowiła przypomnieć Europejczykom o tym, że nadchodzi czas wyborów i należy oddać swój cenny głos.
Pamiętacie, jak Unię przedstawiano jako raj na Ziemi? Jak straszono, że nasze niewstąpienie Polski do UE sprowadzi na nasz kraj rozmaite plagi (przerysowaną, ale w sumie pięknie wskazującą na stan umysłu michnikowszczyzny, formą tej propagandy była wizja "płonącego krzyża" nad Polską ukazana na początku teatru TV pt. "19 południk" Machulskiego), że staniemy się drugą Białorusią i że w ogóle bez Unii to wszyscy poumieramy? Jak wskazywano UE jako szczytową formę Europy, a obecność w niej jako największe z błogosławieństw jakie może spotkać Polskę?
Innymi słowy - tak jak końcem historii u Fukuyamy miała być liberalna demokracja, tak na naszym kontynencie emanację owej liberalnej demokracji miała być Unia Europejska. Raj na Ziemi, sojusz wspanialszy niż wszelkie inne, organizacje inna, lepsza niż wszelkie w historii. I tylko złośliwiec mógłby powiedzieć, że dokładnie tak samo mówiono o RWPG, ale ja złośliwcem nie jestem, bo mnie wbrew pozorom paneuropejski duch jest bardzo bliski... ale o tym innym razem.
No więc spot pokazał, że w Brukseli nikt już w to nie wierzy.
Dzisiaj nie po to mamy iść do wyborów by uczestniczyć w radosnym święcie demokracji, lecz by ratować naszą przyszłość.
Spot nakręcony jest, jak na standardy unijne, z dość ciekawej perspektywy gdyż podmiotem lirycznym jest... nienarodzone dziecko. Tak jest, młody, nienarodzony Europejczyk, taki, którego według polityków większości unijnych frakcji, w tym S&D (drugiej po EPP), każda Europejka powinna móc legalnie zamordować. Żeby nie było, że obrywa się tylko S&D i różnym zielonym lewakom - spora część europejskiej centroprawicy też, mniej lub bardziej, przykłada ręce do największego Holokaustu w historii Europy i całej ludzkości. No, ale nieistotne. Otóż w tym spocie przez 3 minuty Europejczyk dowiaduje się, że świat się zmienia, pojawiają się różne zagrożenia, nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, no i właśnie dlatego trzeba iść na wybory.

Innymi słowy - mit Unii Europejskiej jako krainy szczęśliwości i spokojnej przyszłości prysł jak bańka mydlana.

Pojawia się przy tym pytanie - no dobrze, ale czym są te zagrożenia?
Moje pierwsze skojarzenie to oczywiście kryzys uchodźczy, zamachy terrorystyczne, zamieszki i różne takie dość nieprzyjemne obrazy jakie ostatnimi czasy napływają z Zachodu. Pierwsza myśl - czy oni tam w Brukseli wreszcie zmądrzeli?
Szybko jednak uświadomiłem sobie, że przecież europejskim politykom multi-kulti marzyło się od ładnych kilku dekad i raczej niespecjalnie przejęli się tym, że nasz kontynent przestaje przypominać Europę gdyż właśnie o to im od dawien dawna chodziło. No, chyba, że byli aż tak głupi, że naprawdę wierzyli w to, że ten eksperyment się uda, a ludzie będą sobie żyli w pokoju.
A później przypomniałem sobie o takich sprawach jak rosnąca w siłę w całej Europie prawica, Brexit i kilka innych drobiazgów, które mogą UE jako instytucję roznieść na kawałki.
Może więc to nie wybuchające bomby są problemem, to nie żółte kamizelki pacyfikowane przez francuską policję, ale wizja silnej reprezentacji eurosceptyków w Parlamencie Europejskim przeraża eurokratów. Skądinąd miałem okazję słyszeć od pewnej osoby, która o polityce w Brukseli to i owo wie, że w PE będą kombinować jak zmienić regulamin prac w taki sposób, by maksymalnie uprzykrzyć życie narodowej prawicy.
Czy jednak eurokraci naprawdę zauważyli, że ich polityka doprowadza Europę do ruiny? Kto wie? Jedno jest jednak pewne - spot jaki wypuszczono, jestem święcie o tym przekonany, za unijne pieniądze pierwszy raz w jego historii przedstawia zupełnie inną wizję UE, niż tą, którą znamy od dawna.
Aż przypomina się słynna rozmowa z Bosakiem w TVN24 o prezydencji Polski w 2012 roku, gdzie panie dziennikarki (bo ciężko Monikę Richardson nazwać "gościem" programu w świetle jej zachowania) linczowały Bosaka tylko za to, że śmiał podać kilka faktów wskazujących na to, że UE nie radzi sobie wcale tak dobrze z różnymi problemami.
Jak to śpiewał kiedyś Kazik Staszewski - "ten system musi upaść, teraz i zaraz".

środa, 24 kwietnia 2019

Nowa domena, stary/nowy blog

Nie mam ja szczęścia do blogowania - zaczynam coś pisać, a po trzech notkach przestaję. Ostatnio tego bloga używałem trzy lata temu i swoimi kilkoma postami nie przedstawiał w zasadzie niczego ciekawego, z wyjątkiem tego, że już w 2016 roku pisałem o potencjalnych kontrowersjach prawnych w związku z nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.
Czas jednak do czegoś go wykorzystać, tak więc będę sobie tu pisał o różnych rzeczach, a przede wszystkim spróbuję skupić różne rzeczy z różnych czeluści Internetu w jedno miejsce. Ot, tak, żeby potencjalna osoba zainteresowana moją osobą (a czasem takie się zdarzają) mogła z łatwością się ze mną skomunikować, względnie spróbować zrozumieć moje myśli. Czy się da? Tego nie wiem. Czy warto? Na pewno.
Tak więc wykupiłem domenę michalszymanski.pl żeby łatwiej było ją wpisywać w okno przeglądarki i zapraszam do lektury.